Wiedźma z trzech lasów i ślub Neda
Dawno, dawno temu, za panowania
II Dynastii Ifrytów, w dalekiej krainie zwanej Loup było sobie maleńkie
miasteczko. Nie miało ono właściwie nazwy. Jako, że było jedyną większą osadą w
okolicy, mieszkańcy nazywali ją po prostu Osadą. Niektórzy mówili o niej
inaczej, ale szaleńców nikt przecież nie słucha.
Jak na owe czasu, miasteczko było
nie tylko duże, ale i bogate. W zgodzie ze sobą żyli zarówno ludzie, Starsze Istoty[1],
Świetliści oraz Głębinowcy[2]. Nad
miasteczkiem oczywiście, jak to zwykle bywało górowała jaskrawa i z dala
narzucająca swoją obecność świątynia Świetlistych. Przez niektórych (co
poniekąd słusznie) nazywana Świecą. Ci co mieszkali w bezpośredniej jej okolicy
często skarżyli się do władz miasteczka, że nie mogą przez nią spać, chociaż z
drugiej strony ponoć nigdy nie ponosili kosztów oświetlenia swych siedzib.
Żył sobie w miasteczku pewien
człowiek imieniem Ned. On sam uważał się za wielkiego szczęściarza. Za 21 dni,
zgodnie z tutejszym obyczajem miał poślubić piękną Estre, córkę drobnego
handlarza suknem. Wszystko było praktycznie ustalone, gdyby nie drobny
szczegół, który dopiero od dnia kiedy dowiedział się, że rodzice Estry przyjęli
jego oświadczyny dotarł do jego głowy. Problemem tym była Wiara.
Wiara była istotna dla ludzi.
Starsze Istoty nie przejmowały się nią zbytnio (może dlatego, że większość z
nich przyszła na świat zanim coś takiego jak Wiara pojawiło się na świecie),
chociaż czasem przystępowały do któregoś z wyznań. Ponieważ jednak Ned i Estra
byli ludźmi, musieli wierzyć. Estra, podobnie jak jej rodzice i cała jej
rodzina należeli do Świec, znaczy się do Katedry Oświeconych i Czystych. Ned
zaś od 7 roku życia był wyznawcą Czerepu (teraz
maleńka to się nazywa Kościół Płomienia). Stali więc po dwóch stronach
barykady.
Dla Neda nie był to specjalnie
wielki problem, jako, że nigdy nie był bardzo wierzący. Owszem, w miarę
regularnie uczęszczał na rytualne spotkania, dwa czy trzy razy nawet złożył
ofiarę, ale żeby przywiązywać do tego wagę? Nie, raczej nie.
Inaczej jednak było z Estrą. Jej
ojciec od 5 lat był Drugim Czytaczem[3].
Rodzina Państwa Kopter nie tylko regularnie uczestniczyła w obrządkach, ale
także żyła nakazami Wiary. Nieodwołalny był więc ślub w Kościele OiC, a wszem i
wobec wiadomo czym kończy się próba wejścia do Świątyni Świetlistych wyznawcy
Czerepu.
Ned doskonale pamiętał co stało
się z Głupim Benem, który w dniu Okowity i Piołunu, w ramach zakładu z
szynkarzem Stołpyją próbował wejść do
Świątyni. Było to już ponad 2 miesiące temu, a wciąż można było znaleźć resztki
Bena na ścianach okolicznych budynków albo daszkach straganów. Nieprzyjemny
widok, oraz posmak w ustach.
Możliwości są dwie. Pierwsza, to
znaczy porzucenie Estry nie wchodzi w grę. Przecież wymienili się pierścieniem
i naszyjnikiem, i to w dodatku publicznie. Druga to spotkanie z Kostropatą
Wiedźmą. Skoro udało się jej uleczyć Księcia Bolka ze wstydliwej choroby, to
pewnie sprawy duchowe też nie są jej obce. Przecież krążą plotki, że Ona żyje
ponad 200 lat, a to nie lada wyczyn.
Z długich rozmów z szynkarzem
Stołpyją, Ned wiedział już, że Wiedźma jest jedyną dla niego szansą. Problem
tylko w tym, że Kostropata nie robiła nic za darmo. Za wszystko kazała sobie
słono płacić. A ceny miała różne. Za spędzenie połogu od Karlikowej wzięła dwa
prosiaki, za napój miłosny dla Bladej Kaczewki, żeby ją Minstrel Pociecha
pokochał – skraść miała tylko młodej parze całus (ze ślubu nic nie wyszło, bo
Pociecha wpadł pod wóz, jak wracał w nocy z szynku), od samego Księcia Bolko
jedni powiadają, że zażądała wspólnej nocy z monarchą, inni zaś gadają, że
zabrała panującemu rok życia.
Gdyby chodziło o pieniądze Ned by
się nie obawiał. W sumie zarabiał nieźle jako grabarz. Przecież dostawał od
kościelnego za każdy pochówek, a często i rodzinka dołożyła trochę grosza żeby
dołek był jak należy, a i medykus jakiś czasem zapłaci trochę srebra za świeżą
rękę lub głowę. Tak, grabarz to nie w kij dmuchał. Wiele od niego zależy.
Gorzej będzie jak starucha zażąda
czegoś innego. Na wszelki wypadek Ned postanowił przygotować się na każdą
ewentualność i do worka, który wziął ze sobą na wizytę u Wiedźmy zabrał flakon
perfumy od alchemika Yoga, czerwone korale z zielonym chwostem, czarne kocie o
szmaragdowych oczach oraz znalezioną przy kopaniu grobu dla wdowy Haickiej
dziwną czaszkę. Ni to ludzką, ni to zwierzęcą, a maleńką niczym pięść.
Uzbroiwszy się jeszcze w gruby kij, butelkę z okowitą oraz sznur modlitewny z
błogosławieństwem kapłana Czerepu ruszył w drogę.
Gdzie mieszka Kostropata wie
prawie każdy. Wie to nie dlatego, żeby łatwiej był ją znaleźć, ale dlatego,
żeby wiedzieć w które części lasu lepiej się nie zapuszczać. Wiedźma nie lubiła
gości. Na szczęście przed przypadkowymi wizytami chroniła ją nie tylko
reputacja ale także sam las, który na drodze wędrowca stawiał najrozmaitsze
pułapki, najdziksze zarośla czy też jadowitych mieszkańców najbardziej
mrocznych zakamarków.
Tym bardziej dziwna była łatwość
z jaką las przepuszczał maszerującego Neda. Wprawdzie młody grabarz czuł, że
nie idzie sam, co chwila mijał przypatrującego się ciekawie z gałęzi puchacza,
zza krzaków błyskały groźnie ślepia młodego niedźwiedzia, ale żaden z
mieszkańców lasu nie wszedł człowiekowi w drogę.
Las ma to do siebie, że czas
płynie w nim inaczej niż w mieście. Światło z rzadka przenika przez zieloną koronę
drzew, powietrze nie pachnie niczym znajomym, a dochodzące zewsząd dźwięki
sprawiają, że wszystko dookoła staje się jeszcze bardziej obce.
Nic więc dziwnego, że Ned nawet
się nie zorientował kiedy zapadł zmierzch.
Ciszę przerwał donośny krzyk
puchacza wyruszającego na łowy.
[1]
Starsze Istoty – Stworzenia myślące które zamieszkiwały pod Słońcem zanim
nastali ludzie. Nazywa się tak zarówno Istoty Lasu (elfy), Istoty Kamienia
(Krasnoludy, lub Karły), a także Istoty Wody (gnomy).
[2]
Świetliści oraz Głębinowcy – Istoty służące jednej z dwóch sił rządzących
wszechświatem. Podział jaki był stosowany przez Wielkim Konfliktem.
[3]
Czytasz – funkcja w Kościele Oświeconych i Czystych. Osoba mająca prawo i
obowiązek prowadzenia spotkań w Świątyni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz