wtorek, 1 stycznia 2013

Bajki, niebajki cz. 2


Wiedźma z trzech lasów i ślub Neda
Dawno, dawno temu, za panowania II Dynastii Ifrytów, w dalekiej krainie zwanej Loup było sobie maleńkie miasteczko. Nie miało ono właściwie nazwy. Jako, że było jedyną większą osadą w okolicy, mieszkańcy nazywali ją po prostu Osadą. Niektórzy mówili o niej inaczej, ale szaleńców nikt przecież nie słucha.
Jak na owe czasu, miasteczko było nie tylko duże, ale i bogate. W zgodzie ze sobą żyli zarówno ludzie, Starsze Istoty[1], Świetliści oraz Głębinowcy[2]. Nad miasteczkiem oczywiście, jak to zwykle bywało górowała jaskrawa i z dala narzucająca swoją obecność świątynia Świetlistych. Przez niektórych (co poniekąd słusznie) nazywana Świecą. Ci co mieszkali w bezpośredniej jej okolicy często skarżyli się do władz miasteczka, że nie mogą przez nią spać, chociaż z drugiej strony ponoć nigdy nie ponosili kosztów oświetlenia swych siedzib.
Żył sobie w miasteczku pewien człowiek imieniem Ned. On sam uważał się za wielkiego szczęściarza. Za 21 dni, zgodnie z tutejszym obyczajem miał poślubić piękną Estre, córkę drobnego handlarza suknem. Wszystko było praktycznie ustalone, gdyby nie drobny szczegół, który dopiero od dnia kiedy dowiedział się, że rodzice Estry przyjęli jego oświadczyny dotarł do jego głowy. Problemem tym była Wiara.
Wiara była istotna dla ludzi. Starsze Istoty nie przejmowały się nią zbytnio (może dlatego, że większość z nich przyszła na świat zanim coś takiego jak Wiara pojawiło się na świecie), chociaż czasem przystępowały do któregoś z wyznań. Ponieważ jednak Ned i Estra byli ludźmi, musieli wierzyć. Estra, podobnie jak jej rodzice i cała jej rodzina należeli do Świec, znaczy się do Katedry Oświeconych i Czystych. Ned zaś od 7 roku życia był wyznawcą Czerepu (teraz maleńka to się nazywa Kościół Płomienia). Stali więc po dwóch stronach barykady.
Dla Neda nie był to specjalnie wielki problem, jako, że nigdy nie był bardzo wierzący. Owszem, w miarę regularnie uczęszczał na rytualne spotkania, dwa czy trzy razy nawet złożył ofiarę, ale żeby przywiązywać do tego wagę? Nie, raczej nie.
Inaczej jednak było z Estrą. Jej ojciec od 5 lat był Drugim Czytaczem[3]. Rodzina Państwa Kopter nie tylko regularnie uczestniczyła w obrządkach, ale także żyła nakazami Wiary. Nieodwołalny był więc ślub w Kościele OiC, a wszem i wobec wiadomo czym kończy się próba wejścia do Świątyni Świetlistych wyznawcy Czerepu.
Ned doskonale pamiętał co stało się z Głupim Benem, który w dniu Okowity i Piołunu, w ramach zakładu z szynkarzem Stołpyją  próbował wejść do Świątyni. Było to już ponad 2 miesiące temu, a wciąż można było znaleźć resztki Bena na ścianach okolicznych budynków albo daszkach straganów. Nieprzyjemny widok, oraz posmak w ustach.
Możliwości są dwie. Pierwsza, to znaczy porzucenie Estry nie wchodzi w grę. Przecież wymienili się pierścieniem i naszyjnikiem, i to w dodatku publicznie. Druga to spotkanie z Kostropatą Wiedźmą. Skoro udało się jej uleczyć Księcia Bolka ze wstydliwej choroby, to pewnie sprawy duchowe też nie są jej obce. Przecież krążą plotki, że Ona żyje ponad 200 lat, a to nie lada wyczyn.
Z długich rozmów z szynkarzem Stołpyją, Ned wiedział już, że Wiedźma jest jedyną dla niego szansą. Problem tylko w tym, że Kostropata nie robiła nic za darmo. Za wszystko kazała sobie słono płacić. A ceny miała różne. Za spędzenie połogu od Karlikowej wzięła dwa prosiaki, za napój miłosny dla Bladej Kaczewki, żeby ją Minstrel Pociecha pokochał – skraść miała tylko młodej parze całus (ze ślubu nic nie wyszło, bo Pociecha wpadł pod wóz, jak wracał w nocy z szynku), od samego Księcia Bolko jedni powiadają, że zażądała wspólnej nocy z monarchą, inni zaś gadają, że zabrała panującemu rok życia.
Gdyby chodziło o pieniądze Ned by się nie obawiał. W sumie zarabiał nieźle jako grabarz. Przecież dostawał od kościelnego za każdy pochówek, a często i rodzinka dołożyła trochę grosza żeby dołek był jak należy, a i medykus jakiś czasem zapłaci trochę srebra za świeżą rękę lub głowę. Tak, grabarz to nie w kij dmuchał. Wiele od niego zależy.
Gorzej będzie jak starucha zażąda czegoś innego. Na wszelki wypadek Ned postanowił przygotować się na każdą ewentualność i do worka, który wziął ze sobą na wizytę u Wiedźmy zabrał flakon perfumy od alchemika Yoga, czerwone korale z zielonym chwostem, czarne kocie o szmaragdowych oczach oraz znalezioną przy kopaniu grobu dla wdowy Haickiej dziwną czaszkę. Ni to ludzką, ni to zwierzęcą, a maleńką niczym pięść. Uzbroiwszy się jeszcze w gruby kij, butelkę z okowitą oraz sznur modlitewny z błogosławieństwem kapłana Czerepu ruszył w drogę.
Gdzie mieszka Kostropata wie prawie każdy. Wie to nie dlatego, żeby łatwiej był ją znaleźć, ale dlatego, żeby wiedzieć w które części lasu lepiej się nie zapuszczać. Wiedźma nie lubiła gości. Na szczęście przed przypadkowymi wizytami chroniła ją nie tylko reputacja ale także sam las, który na drodze wędrowca stawiał najrozmaitsze pułapki, najdziksze zarośla czy też jadowitych mieszkańców najbardziej mrocznych zakamarków.
Tym bardziej dziwna była łatwość z jaką las przepuszczał maszerującego Neda. Wprawdzie młody grabarz czuł, że nie idzie sam, co chwila mijał przypatrującego się ciekawie z gałęzi puchacza, zza krzaków błyskały groźnie ślepia młodego niedźwiedzia, ale żaden z mieszkańców lasu nie wszedł człowiekowi w drogę.
Las ma to do siebie, że czas płynie w nim inaczej niż w mieście. Światło z rzadka przenika przez zieloną koronę drzew, powietrze nie pachnie niczym znajomym, a dochodzące zewsząd dźwięki sprawiają, że wszystko dookoła staje się jeszcze bardziej obce.
Nic więc dziwnego, że Ned nawet się nie zorientował kiedy zapadł zmierzch.
Ciszę przerwał donośny krzyk puchacza wyruszającego na łowy. 




[1] Starsze Istoty – Stworzenia myślące które zamieszkiwały pod Słońcem zanim nastali ludzie. Nazywa się tak zarówno Istoty Lasu (elfy), Istoty Kamienia (Krasnoludy, lub Karły), a także Istoty Wody (gnomy).
[2] Świetliści oraz Głębinowcy – Istoty służące jednej z dwóch sił rządzących wszechświatem. Podział jaki był stosowany przez Wielkim Konfliktem.
[3] Czytasz – funkcja w Kościele Oświeconych i Czystych. Osoba mająca prawo i obowiązek prowadzenia spotkań w Świątyni. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz